środa, 28 grudnia 2011

Jane

Jak pewnie zauwarzyliście nie mam już czasu pisać, a tym bardziej nie mam pojęcia co pisać. Teraz ten blog będzie dla mnie bardziej wtyczką do innych stron, bym mogła publikować rzeczy, których gdzie indziej bym nie mogła.

Moja postać na Nightwood - Jane

Imię i pseudonimy:
Jane. Nie pamięta już swego nazwiska ani pochodzenia, gdyż nie używała tych nazw od piątego roku życia.
Pochodzenie:
Nie pamięta już swego nazwiska ani pochodzenia, gdyż nie używała tych nazw od piątego roku życia. Aktualnie mieszka na Mglistej Polanie.
Wiek:
20 lat.
Styl:
Nie ma stylu, lecz miłuje się w ciemnych kolorach.
Wygląd:
Długowłosa szatynka o czarnych oczach i długich nogach. Włosy, które sięgają jej do pasa spina w kok. Ma drobną twarz i ładne usta, lecz nie są szczególnie pełne. Zwykle jest ubrana w czarną szatę z dużym kapturem, w którego cieniu skrywa swą twarz. Jest blada, w końcu pisali: Szlachta ma cerę jak kozie mleko, plebs jest opalony od pracy w polu.



Historia:
Rodzina Jane była jedną z tych rodzin, której wszystko się udało; ojciec i matka się kochali, pilnowali Jane jak oczka w głowie, byli bogaci... Ich rodzina była bogata, poniewarz byli szlachcicami. Jadali na najlepszych ucztach, brali udział w konkursach rycerskich, można by powiedzieć, że balowali od rana do nocy. Tak było do jej piątego roku życia.
"Wszystko co piękne musi się kiedyś skończyć" usłyszałam kiedyś od pewnego mądrego człowieka. Coś zawsze cię dorwie, nawet jeśli jesteś pewny, że jesteś bezpieczny i nic nie może ci się już stać. To właśnie przytrafiło się Jane.
Pod koniec pewnego słonecznego dnia, gdy dziewzynka już smacznie spała nagle dało się usłyszeć w zamku dużo chałasów i krzyków ludzi. Było tak gwarno, że nawet mocno śpiąca dziewczynka się obudziła.Zdezorientowana przetarła oczy i powoli wyczołgała się z łużeczka. Była pare kroków od okna, by zobaczyć co wywołało taki ruch, gdy drzwi do jej alkowy otworzyły się, a w nich ukazała się jej mamka.
- Chodź, dziecko, chodź i nie zadawaj pytań, bo na nie nie ma czasu! - krzyknęła i wzięła Jane na rence. Biegła ile sił w nogach i wielkim strachem, Jane to wyczuła i przyjęła jej zdenerwowanie. Po chwili biegu zrozumiała, gdzie biegną, do spirzarni, gdzie jest ukryte przejście. Często się tamtendy wymykała z pałacu, by pobawić się ze swoimi ruwieśnicami, z plebsem.
Były już w spirzarni, gdy Jane usłyszała kroki na schodach, kroki tego przed którym ciekały. Opiekunka wiedziałą, że nie zdąrzą bezpiecznie dojść do wyjścia. Na nic nie czekająć popchnęła Jane za beczkę z winem, a sama wskoczyła za półkę z naczyniami pełnymi owoców. W tej samej chwili do spirzarni wbiegł człowiek, lecz jakiś nienaturalnie dziki. Dopiero puźniej Jane zrozumiała, że to wampir. Wampir... - myślała Jane - Pewnie teraz w pałacu wampir jest nie jeden. Musieli nas zaatakować. - serce zaczęło jej szybciej bić - Moi rodzice wraz z dworem na pewno nie żyją... - Chciało jej się płakać, ale powstrzymała się, wiedząc, że to może kosztować ją życie.
Tymczasem wampir rozglądał się za swoją ofiarą. Wiedział, że tu jest. Pchnął beczkę z wodą, zniszczył beczkę z mlekiem... Niedługo miała być kolej beczki z winem, co było równoznaczne z śmiercią dziewczynki. Nastawiała się już duchowo do śmierci, gdy mamka postanowiła wziąść sprawy w swoje ręce. "Przypadkowo" zrzuciła glinianą misę z jabłkami, co zwróciło uwagę wampira.
Korzystając z jego nieuwagi, Jane wyślizgnęła się zza beczki i podczołgała się do wyjścia. Zaczeła biec. Jeszcze przez minutę dochodziły do niej krzyki jej opiekunki. Nigdy nie potrafiła stwierdzić jak długo biegła, lecz wystarczająco długo by dotrzeć do drugiej osady.
Upadła. Po jej policzkach potoczyły się łzy. Nie mogła, po prostu nie mogła uwierzyć w to co się stało...
Osada do której dotarła nazywała się Other. Tam opowiedziała swoją historie oraz zaznaczyła, że jest szlachcianką, więc została przeniesiona do zamku, znjdującego się w mieście. Niestety tam już nikt jej nie kochał. Nikt nie był w stanie zalepić pustki jaką wyrządziła jej strata rodziców. Miała drugą mamkę, ale była przekonana, że nie była by w stanie wykonać takiego szlachetnego czynu jak oddanie za nią życia, jak jej poprzednia opiekunka. Każdy mógł zauwarzyć jej wieczny smutek, dlatego co tydzień musiała rozmawiać z człowiekiem, na którego dorośli mówili "psycholog", choć dziewczynka wolała na nigo mówić "ten straszny pan". Tak żyła do dwunastego roku życia, puki nie poznała pewnego miłego kotołaka...
Gdy miała trzynaście lat, ten-straszny-pan przyprowadził na rozmowę swego syna, Brian'a. Po tej uciążliwej rozmowie z barku innych rzeczy do roboty zaczęła z nim rozmawiać. Okazało się, że jest bardzo miłym rówieśnikiem. Niedługo trfało, nim się zaprzyjażnili. To on nauczył ją jak czarować i używać łuku. Po paru latach przyjaźń Jane przekształciła się w miłość, kto wie, czy Brian odwzajemniał te uczucia? Tego się już nie dowiemy, bo Jane nigdy nie odważyła mu się to tym powiedzieć, choć pewnej nocy była tego tak blisko...
Gdy miała piętnaście lat poszła z Brian'em na spacer, w samym środku nocy. Rozmawili jak zwykle, o błachych sprawach, gdy Jane wiedziona poprzednim tematem zapytała:
- Jaki jest twój największy sekret?
- Jestem kotołakiem - szepnął jakby nigdy nic. Wytrzeszczyła na niego oczy. Jak mógł jej nigdy nie powiedzieć? Gwałtownie zamrugała. Jej mózg nie przetrawił jeszcze całkiem tej informacji, gdy spytał - A twój?
- W pierwszych tygodniach, gdy moi rodzice zmarli, chciałam umrzeć - ruch ust był prawie nie dostrzeżalniy, jakby wstydziła się tego powiedzieć. Brian na początku wydawał się przerażony taką możliwością, lecz zaraz powrucił do swej pokerowej twarzy. Popatrzył Jane w oczy.
- Obiecaj mi, że nigdy nie będziesz nawet myśleć o samobujstwie.
- Obiecuję.
Wracali w dziwnej atmosferze.
Zbieg okoliczności sprawił, że dzień potem wybuchła epidemia ospy, w której Brian zmarł. Zabiliźniona juz rana, która została zadana psychice Jane odbierając jej rodziców, otwarła się na nową, tym razem z podwójną mocą. Jane tym razem naprawdę chciała popełnić samobujstwo, lecz pamiętna obietnicy zadanej Brian'owi nie mogła zrobić tego tchóżliwego czynu.
Mimo to wiedziała, że nie będzie wstanie normalnie funkcjonować będąc w pałacu, miejscu gdzie większość czasu przebywała właśnie z nim... Już po paru dniach nie wytrzymała, uciekła zabierając tylko prowiant i łuk - przedmiot, który podarował jej Brian. Od tego czasu, podróżowała po rużnych osadach, z miejsca na miejsce. Najczęściej zatrzymaywała się u uczonych, pogłębiając swą wiedzę. Po paru latach stała się mistrzynią w psychokinezie i telepatii. Nauczyła się także wielu trudniejszych mikstur, wywarów i eiksirów. Posiadała wielką wiedzę czarodziejską i zwracała na siebię coraz większą uwagę. W końcu zrozumiała, że jeśli nie osiedli się gdzieś na stałe może ściągnąć na siebie niebezpieczeństwo.
Pewnego dnia do uszu Jane doleciała wieść, że parę wiosek dalej zapanowała zaraza Dżumy. Nie zastanawiając się zebrała wszystkie potrzebne składniki i wyruszyła do wioski. Trwało parę dni, zanim zdołała uleczyć wszystkich, musiała zużuć dużo swej magicznej mocy, by ludzie mogli normalnie żyć, po tak niebezpiecznej chorobie. Tam spotkała Kayę, swoją dawną przyjaciółkę z czasów, gdy jeszcze żyli jej rodzice. Kaya chętnie ją przyjeła.
Dowiedziała się od niej o Nightwood i tam zamieszkała na stałe.
Pierwszy rok w Nightwood okazał się wspaniały. Pieniądze zaoszczędzone przez poprzednie lata i zapłata za zatrzymanie zarazy była wystarczająca, by Jane żyła jak każda osoba.
Niestety nic nie trwa wiecznie, pieniądze się skończyły, a Jane bardzo Trudno było znaleźć pracę. W noc duchów była bardzo potrzebna, praktycznie cały czas gdzieś pojawiały się zombie, ale zapłata za odpędzenie jednego zombie, ducha czy innej istoty była minimalna. Dziewczyna jeszcze przez parę tygodni mogła żyć normalnie, lecz całą resztę roku musiała żebrać, inaczej umarła by z głodu. Czasami chodziła na wyprawy, niczym smok zbierała różne zioła, ale niestety nie była w stanie zebrać odpowiedniej ilości ziół i innych przedmiotów do swych mikstur. Z Niezapominajkami, Trującym Bluszczem, Kwiatami Paproci czy z Jaskółczym Zielem nie było problemu, rośnie ich mnóstwo przy starym cmentarzu, ale ze swoimi słabymi zmysłami nie miała szans znaleźć Ichoru Lugha, czy Żywego Srebra. Trzeba bowiem wiedzieć, że Jane nie obawiała się chodzi tylko na cmentarz, a i tam nie zbyt głęboko się zapuszczała, żeby przypadkiem nie trafić na Nieumarłego. Bez swych eliksirów i mikstur nie miałaby szans z takim przeciwnikiem, ponieważ nawet gdyby postrzeliła by go ze swego łuku, wyrwałby strzałę i szedł dalej. Jane nie mogła robić eliksirów, bo cóż mogłaby zrobić z takich pospolitych składników? Sprzedawała więc je, lecz za taką małą ilość srebra nie mogła się utrzymać.
Tak więc coraz chytrzej patrzyła na smoki spotykane na wyprawie. Podziwiała je, chociaż nieraz wykradały jej z takim trudem zebrane zioła. Nieraz zatapiała się w marzeniach w których była hodowcą, nie głodowała utrzymując się z walk i zdobytych przez jej smoka przedmiotów.
Nie umknęło to uwadze Mędrca, który obserwował ją potajemnie.
Pewnego dnia Jane, gdy wracała z rękami pełnymi ziół z wyprawy na Stary Cmentarz, poczuła silny uścisk dłoni na swym ramieniu.
- Witaj, dziecko - głos brzmiał poważnie, był niski jak u starszego człowieka. Nie musiała się natrudzić by zrozumieć, kto do niej przemawia; Mędrzec. 
- Witaj - odpowiedziała, odwracając się do niego.
- Mam coś dla ciebie... Chyba wiesz co to jest. - powiedział wyciągając z pod płaszcza owalny przedmiot. Dziewczyna wzięła go do ręki.
- To jajo - szepnęła odwracając głowę ku jego twarzy, lecz starca już nie było.
Swego nowego smoka nazwała Eragon i od tej pory nie doskwiera jej brak pieniędzy. Jane zaczęła dorabiać jako płatny zabójca....
Charakter:
Nie lubi ludzi, zwierząt i nie kryje się z tym. To, że tak szybko utraciła osoby które kochała wyrządziło trwały ślad na jej psychice - jest nieufna, z nikim nie nawiązuje przyjacielskich kontaktów. Troszczy się tylko o siebie, nikogo więcej. Jeśli komuś pomaga, to tylko dlatego że widzi w tym interes.
Przedmioty:
łuk, przeróżne eliksiry, sztylet
Rasa:
człowiek (czarownica)
Uzdolnienia:
Potrafi dobrze strzelać z łuku, ale nie bardzo dobrze. Potrafi czarować i robić eliksiry, skradać się i jest całkiem dobrą aktorką. MISTRZYNI telepatii i psychokinezy.
Rodzina:
Rodzice nie żyją, a innych krewnych nie pamięta. Nie zajęli się nią po śmierci, na szczęście jako szlachcianka nie mogła wstąpić do plebsu. Dawno już zapomniała jak wyglądał jej herb rodzinny, czy choćby nazwisko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz